
Przyszłość internetowych zakładów bukmacherskich i hazardu w Polsce. Jakie niespodzianki szykuje dla nas rząd?
Artykuł dostępny wcześniej dla użytkowników z abonamentem rozszerzonym (Pro) w Twojetypy.pl newsletter.
Jeżeli śledzicie wiadomości w telewizji, gazety lub portale z pewnością temat ten już znacie. Afera hazardowa, projekt nowej ustawy przygotowany z niespotykanym dotąd pośpiechem, podwyższenie podatku od wygranych i całkowity zakaz gry w sieci – to było już wałkowane przez media. Jak to wszystko wygląda odarte z medialnego bełkotu i politycznej mowy-trawy? Generalne rzecz biorąc – całość niezbyt trzyma się tzw. kupy. Postaramy się to rozłożyć na czynniki pierwsze.
Co było przyczyną tej całej wojny? Oczywiście afera hazardowa. Rysiek dzwoni do Zbyszka. Zbyszek załatwia za pieniądze ustawę, czyli generalnie standard w polskim życiu politycznym, praktykowany od lat przez kolejne rządy. Sprawa wypływa na światło dziennie, premier widzi spadające słupki poparcia i pyta swoich speców od PR – co robić?! Dostaje odpowiedź: działać szybko i zdecydowanie.
Stąd ta szybka praca w niespotykanym wcześniej tempie. Donald sobie pogadał, pozował na twardziela "zrobimy, chcemy, pragniemy, możemy, przygotujemy, opracujemy, zwalczymy, naprawimy…”. Tak naprawdę nie chodzi o to że hazard jest jakość szczególnie zły, chodzi o szybkie i pokazowe załatwienie całej sprawy – jesteśmy silni, zdecydowani i możemy to zrobić. Patrzcie i pamiętajcie i oczywiście głosujcie, głosujcie, głosujcie.
To co widzieliśmy na razie to zapowiedzi i gadanie. W gadaniu wszyscy są dobrzy, ale gdy przychodzi naprawdę coś zrobić to jest z tym krucho. Każdy kolejny rząd wiele obiecuje, ale żaden nie potrafi się z tego wywiązać. Dlatego jest bardzo możliwe że sprawa po prostu za parę tygodni przyschnie. Być może znajdzie się sposób na jej wycofanie - wystarczy zrobić ustawę z błędami, opozycja zacznie skrzeczeć, brat Jarka Kaczyńskiego walnie weto, a jak walnie weto, to się sprawę jeszcze PRowo wygra. Więc to że będziemy mieli ustawę nie jest jeszcze tak do końca przesądzone.
Co zakłada sama ustawa i dlaczego w koło niej tyle kontrowersji? Problem hazardu powracał jak bumerang co parę lat. Nie ma się co dziwić, w grę wchodzą coraz większe pieniądze, liczone już w grubych miliardach złotych. Dotychczas obowiązywała ustawa hazardowa z 1992 roku. Jak można się domyślić były w niej pewne nieścisłości – w tym czasie w Polsce rzadko kto słyszał w ogóle o Internecie, a nikt nie marzył nawet o wirtualnym kasynie czy bukmacherze. Ustawa ta mówi o tym że działalność w zakresie m.in. zakładów wzajemnych czy gier kasynowych „może być prowadzona wyłącznie w formie spółki akcyjnej lub spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, mającej siedzibę na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.”
Teoretycznie hazard internetowy był i ciągle jest nielegalny, nikt nie potrafi jednak dostarczyć wiarygodnej interpretacji tych przepisów, dlatego proceder ciągle trwa i ma się dobrze. Z jednej strony przepisy mówią że zakładać można się tylko w polskiej firmie, która ma odpowiednie zezwolenie i określony kapitał – np. 500 tyś. EUR dla bukmachera.
Zakładów nie można zawierać zdalnie, toteż polscy bukmacherzy przyjmują je tylko „fizycznie” w swoich placówkach. Hazard internetowy stwarza tutaj problem. Większość bukmacherów jest zarejestrowanych w tzw. rajach podatkowych pokroju Gibraltaru (Bwin), Malty (Betsafe, Unibet, Expekt). Internet nie zna granic, strona, która fizycznie jest na serwerach na Malcie czy w UK będzie działała tak samo jak strona na serwerach polskich. Mimo że strona jest po polsku, kierowana jest do polskich użytkowników, Internet jest tylko platformą przez którą się łączymy. Sam zakład zawierany jest w kraju, gdzie dany bukmacher ma licencję, czyli np. na Malcie.
A więc logiczne, przepisy uchwalane w Polsce, dotyczą tylko polskich firm. Rząd polski nie ma żadnej władzy nad firmą mającą siedzibę na Malcie, więc tego nie może zabronić. Obstawiając i wygrywając w zakładach „pracujemy” więc zagranicą. Dotyczą nas tamtejsze przepisy i tamtejsze podatki. Rząd polski nie ma tutaj nic do gadania. Teoretycznie.
W grę wchodzą bowiem coraz większe ilości gotówki. Hazard on-line to kilka a może nawet kilkanaście miliardów złotych, które „traci skarb państwa”. Oczywiście traci według niego, według nas nie zyskuje, w dodatku przez swoją własną głupotę, ale o tym później.
W tym miejscu zwykle zaczyna się standardowe ujadanie jaki to hazard jest zły, uzależnia i ile to ludzie tracą przez niego pieniędzy. Jest to naszym zdaniem oznaką braku realnych argumentów. Prawdziwy argument jest jeden – kasa, ale o tym się oficjalnie nie mówi. Miliardy złotych, które przepływają fiskusowi pod nosem, a on nie ma jak na tym położyć łapy. Dlatego właśnie ten problem wraca co kilka lat z coraz to nową siłą. W końcu ktoś powiedział dość – wobec braku legalnych możliwości opodatkowania hazardu w internecie (czyt. ściągnięcia haraczu jak z każdych innych dochodów) władze postanawiają rozgonić to całe towarzystwo i zabrać im wszystkie zabawki. ;)
Dodatkowo mamy całą medialną papkę o szkodliwości hazardu, dramatyczne dane o jego skutkach, telewizja pokaże jakieś tragedie rodzinne i statystki – które nie wiedzieć czemu zawsze zaczynają się od słów „Nawet xx% osób poniżej 18 roku życia mogło mieć kontakt z hazardem”. Kiedy medialny grunt jest przygotowany zwykle pojawia się premier i mówi coś w stylu „już nigdy żadna polska rodzina nie zostanie rozbita przez to niesamowicie szkodliwe społecznie zjawisko”. Tak to zazwyczaj działa.
I nie inaczej było i tym razem. Walka z hazardem, ostateczne cięcie, kilka cytatów z konferencji premiera:
„Zastanawialiśmy się, po pierwsze - co zrobić, aby hazard w Polsce, szczególnie w tej najtwardszej wersji, która grozi uzależnieniem głównie młodych ludzi, a często także dzieci, ograniczyć możliwie, a jeśli to możliwe wyplenić.”
Dodał, że pieniądze, których Polacy nie wydadzą na gry tak czy inaczej zostaną wydane na coś w Polsce. "Pieniądze, które ludzie wydają dzisiaj bezmyślnie na automatach do gry, wydadzą na coś innego. Mam nadzieje, że nie na wódkę, ale i tu akcyza będzie. (...) Mam nadzieję, że na innego rodzaju rozrywki, które nie wiążą się z groźbą uzależnienia, czy popadnięcia w relacje przestępcze" - podkreślił premier.
Są to oczywiście bzdury, obliczone na skok słupków poparcia. Padło też porównanie hazardu do faszyzmu, link: http://www.tvn24.pl/-2,1626203,0,1,hazard-jak-faszyzm--a-grajacy-jak-przestepca,wiadomosc.html
Bardzo ciekawe jest to jak rząd zamierza walczyć z hazardem w Internecie. Kolejny cytat z powyższego materiału:
"Zakładamy nałożenie na prowadzących serwery zakazu łączenia się z polskich serwerów do hazardowych stron internetowych. […]Z polskich serwerów nie można łączyć się do takich stron" - tłumaczył w Poranku TVN24 wiceminister finansów Jacek Kapica.
Drugi element rządowego planu to śledzenie przelewów bankowych czy finansowych z kontami firm urządzających hazard w Internecie.
Pierwsze to nic innego jak przepchnięta żywcem CENZURA Internetu. To zasługuje na wyróżnienie. Drugie to INWIGILACJA przez rząd swoich własnych obywateli. Takie rzeczy to nie nowość, np. w komunistycznych Chinach, tudzież na Białorusi. Ale w kraju, który raptem 20lat temu wyrwał się spod komunistycznego jarzma, rządzonym przez liberalną partię? To absurd, porównywalny z pokojowym noblem dla Obamy – człowieka mającego pod sobą największą armię na świecie i prowadzącego dwie wojny na obcym terytorium.
Mamy nadzieję że rzeczywiście będziecie o tym pamiętać i głosować. Głosować nie w wyborach, tak jak wam każą – bo to nic realnie nie zmieni, poza zamianą jednych twarzy na inne. Tak naprawdę, w dzisiejszych czasach głosuje się nogami. Mamy pełną swobodę by żyć i pracować w wielu krajach Europy – może warto zawczasu pomyśleć o zmianie miejsca zamieszkania na bardziej cywilizowane? ;)
Jako ciekawostkę warto podać tutaj przykład UK. Państwo to na początku starało się walczyć z hazardem i zakładami bukmacherskimi. Ktoś jednak poszedł po rozum do głowy – skoro nie można z tym skutecznie walczyć to można zarobić na ludziach, którzy i tak będą grali. W ten sposób rząd premiera MacMillanna w latach 60tych zalegalizował miejsca, w których prowadzono zakłady bukmacherskie i wprowadził szereg prawnych rozwiązań, mających na celu gwarancje uczciwości i rzetelności tego typu procederu.
Dzisiaj zamiast bzdurnego (i nierealnego) zakazu Brytyjczycy mają niezwykle rozwinięty rynek zakładów bukmacherskich z firmami takimi jak William Hill czy Ladbrokes działającymi legalnie. Są one jednocześnie jednymi z najbardziej popularnych bukmacherów internetowych na świecie. Firmy te generują wysokie dochody i zasilają budżet kraju sporymi sumami.
W Polsce tego nie chcą i nie potrzebują. Jak wiadomo jesteśmy krajem bogatym, kryzys nie dotknął Polski prawie wcale, a ludziom żyje się dostatnio. W przyszłym roku planowany deficyt budżetowy wyniesie około 52 miliardy złotych. To kwota, na jaką będziemy musieli się zadłużyć, dług (z odsetkami) kiedyś będzie trzeba spłacić. Łącznie polski dług to jakieś 670 miliardów złotych. Kwota przy której „rekordowe” długi Gierka to grosze i która będzie musiała być spłacana przez pokolenia.
Tutaj najlepiej widać obłudę i zakłamanie rządzących. Premier, który tak troszczy się o młodzież że chce im odebrać zły i niedobry hazard robi z nich niewolników. Niewolników gigantycznego długu, który będą musiały w przyszłości spłacić, a który jest stale powiększany przez głupią i nierozsądną politykę władz.
Nie mielibyśmy nic przeciwko gdyby premier Tusk działał w tej sprawie z taką samą intensywnością jak przy ustawie hazardowej. Ale nie robi nic, oprócz powiększania i tak już gigantycznych zobowiązań. Przyczyna jest prosta – będzie to problem następnych rządów, a w tej chwili jego największym problemem jest budowanie sobie poparcia pod przyszłe wybory prezydenckie.
I to powinno być najlepszym podsumowaniem uczciwości, kompetencji i „szczerych intencji” ludzi rządzących tym krajem. My nie darzymy ich najmniejszym zaufaniem, całe zamieszanie wokół hazardu tylko to potwierdza.
A co z hazardem i zakładami bukmacherskimi? Jesteśmy o to spokojni. Jest takie przysłowie – co ma wisieć, nie utonie. Blokada dostępu do zagranicznych stron hazardowych i bukmacherskich byłaby zwykłym cenzurowaniem Internetu. Większość internautów na to słowo reaguje niemal panicznie, więc ta sprawa nie ma szans przejść bez jakichś większych kontrowersji i protestów, a to równa się spadającemu poparciu, co może skutecznie zachęcić rząd do zmiany swojego stanowiska.